Z okazji urodzin zawsze nachodziła mnie jakaś refleksja nad życiem. I dzisiaj także coś mi w duszy gra!

Wiecie co? Jestem starsza o kolejny rok.
Jestem wdzięczna za kolejne doświadczenia. 
Jestem szczęśliwa, że jestem w miejscu, w którym jestem, bo sama do niego doszłam.
Co tam doszłam, dobiegłam! 

Jak było? Raz ciężko, raz lekko, ale zawsze jakoś. Wiele łez i wiele radości. Jak to w życiu.

Ostatnie lata były bardzo burzliwe. Zmiana kontynentu, nauka języka, nowe miejsca do życia. Nowa praca. Nowi ludzie z różnych kultur. Tęsknota za domem, rodziną i przyjaciółmi w Polsce.
Wiem, wiem... wy widzicie te palmy na zdjęciach. Tak, to prawda. Zamieniłam sosny i brzozy na palmy. Czy jestem z tego szczęśliwa? 
Nauczyłam się to akceptować.
 
Często piszecie do mnie: "Pani to łatwiej, bo Pani ma słońce, palmy..."
Tu też pieniądze nie rosną na drzewach! Tu też trzeba pracować. I nie dlatego to piszę, że nie lubię pracować, ale czy Ty byłbyś gotowy na zmianę wszystkiego?
Zanim obudzisz w sobie zazdrość, to pomyśl, czy to co widzisz na fotografiach jest prawdziwe. Fotografie mogą uchwycić tylko chwilę naszego życia. Reszta jest milczeniem. Ale...
To nie o tym chciałam napisać. Właściwie, to ja piszę przy muzyce pod wpływem chwili, więc niech serce przeleje na papier, to co czuje, dobrze? 
 

Tak czuję mocno, najmocniej, jak tylko można, że ja już nic nie muszę. 
Osiągnęłam taki stan umysłu, który daje mi poczucie bezpieczeństwa.
Nie muszę być doskonała.
Nie muszę być najmądrzejsza.
Nie muszę mieć wszystkiego.
 
Czuję, że dojrzałam. 
Dojrzałam do bycia sobą. Co to dla mnie znaczy? 
Spokój ducha. 
Radość z posiadania tego na co mnie stać. 
Docenianie każdej chwili mojego życia. 
Sposób odżywiania, który jest dla mnie dobry.
Taniec flamenko, który daje mi radość życia, moc witalności i energię kobiecości.
Moje pisanie, które daje radość ludziom. Zmienia życie tysięcy ludzi i ich nastawienie do teraźniejszości. Zmienia ich nawyki. Daje siłę do działania!
 

Ja już nic nie muszę.
Ta wolność, która obudziła się we mnie zaledwie kilka dni temu, jest cudem, który odkryłam. I gdyby ktoś dzisiaj powiedział mi, że da mi moje ciało sprzed 30 lat i mądrość, to ja dziękuję i zostaję tu gdzie jestem i jaka jestem.
Szkoda, że tak późno w życiu dojrzewamy, ale... lepiej późno niż wcale!
 

Czuję, że jestem w najlepszym momencie swojego życia.
Czuję, że moja wieloletnia praca nad sobą, nad swoimi słabościami i ułomnościami, przyniosła efekty.
Wiem, że mam przed sobą jeszcze wiele do zrobienia.
Wiem, jak wziąć to, co najlepsze od świata.
Bo ja już nic nie muszę.

Zaakceptowałam to, gdzie jestem. To kim jestem. To jak żyję.
Pogodziłam się z tym, że odeszli pseudo przyjaciele, a zostali ci, którym zależy na naszej relacji.
Teraz sama dobieram sobie przyjaciół i znajomych - mogę, a nie muszę - bo to ja jestem swoim najlepszym przyjacielem.
Nauczyłam się, a raczej wykształciłam w sobie umiejętność dbania o siebie. O swoje zdrowie, odżywianie, oddech, ćwiczenia, kontemplacje.
Nauczyłam się też asertywności w stosunku do każdej osoby w moim życiu. Niezależnie od naszych relacji.
Stałam się niezależna mentalnie, przez co wstąpiła we mnie większa siła do życia. Poczułam, że wszystko, co dzieje się wokół mnie, jest na moje życzenie. To ma nawet swoja nazwę: "Wzięłam ster we własne ręce", czy też: "Jestem kowalem własnego losu".
I o dziwo, pracuję dwa razy ciężej niż dotychczas w moim życiu. Tak, po kilkanaście godzin dziennie. Ale... jest mi z tym dobrze i nie odczuwam tego, jako ciężar. Wiedząc, że wszystko, co robię ma nareszcie sens.
 


To właśnie tego sensu brakuje nam w życiu najbardziej. Wydaje się nam, że on istnieje i gonimy za czymś czego nie rozumiemy. W każdym z nas musi coś dojrzeć, abyśmy zaczęli żyć według naszych oczekiwań. A nie oczekiwań innych. Ja też tak żyłam przez wiele lat - czego oczekiwali pracodawcy, rodzina - zawsze inni byli na pierwszym miejscu. Moje potrzeby na końcu. Zapłaciłam za to cenę utraty zdrowia, ale dzięki temu nauczyłam się pokory.
Jestem bardzo, bardzo pokorna wobec życia. Doceniając najmniejszy drobiazg, który mam.
Przez te wszystkie lata zawsze wspierała mnie wiara.  
 
 
 
 
 

"Bez Twojego pozwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorszy."
- Eleanor Roosevelt

Nie chcę Cię zmieniać, chcę Cię poznawać.
Tak, to dotyczy z kolei mojej zmiany podejścia do ludzi.
W pełni akceptację to, kim jesteś. 
To Ty nadajesz kierunek swojemu życiu, a nie ja.
To Ty tworzysz swoją teraźniejszość i przyszłość. To, czy ja w niej będę nie ma żadnego znaczenia, jeśli tego nie chcemy oboje.

Zapewne, kiedy to czytasz, to myślisz sobie, że jest w tym takie pogodzenie się z życiem. Tak właśnie jest. 
Rodzimy się dwa razy. 
 

Jak mawiał Konfucjusz: 
"Człowiek ma dwa życia, to drugie zaczyna się, 
gdy uświadomi sobie, że ma jedno"

Bezwzględną prawdą jest, że to co człowiek czyta, słucha, ogląda - odbiera i przyswaja zmysłami, odzwierciedla jego stan rozwoju osobistego - intelektualnego i duchowego, potem oddziałując na jego życie i otoczenie.

Proponuję Wam uwierzyć, że to Ty masz pełną kontrolę nad własnymi myślami i uczuciami. To Ty decydujesz o swoim życiu... i nikt nie powinien mieć ważniejszego wpływu na to poza Tobą. A więc wybierz to, co jest dobre dla Ciebie z Twojego punktu widzenia. 

Twoja największa siła polega na swobodzie wyboru. Dlatego wybierz szczęście, zdrowie, wszelkie dobro, piękno, mądrość, prawdę i miłość.

Dawaj ludziom swobodę, luz, poczucie bezpieczeństwa, pewności siebie, poczucie wartości oraz bezwarunkowej i bezinteresownej akceptacji oraz tolerancji ich niedoskonałości.
 
 
 Tej prawdziwej przemiany życzę każdemu z Was Kochani!
Pamiętaj, że jesteś doskonały taki, jaki jesteś!
Z miłością w sercu - Kasia