Podróże zawsze mają swoją moc. Uczą nas nie tylko historii o miejscu gdzie przebywamy, ale jakże często w "magiczny", a zarazem prosty sposób dają nam "sygnały".

Jak zawsze po kilku godzinach lotu spuchły mi nogi i zaczęłam rozczulać się nad sobą. Szkoda, że nie mam maści..., nie mam lodu..., nie mogę zrobić okładu..., a może powinnam mieć inne buty? Dopóki nie ujrzałam 12-letniej dziewczynki, blond włosy, piękna twarz. Miała protezy obu nóg od kolan w dół. I tak szła przede mną...

W jednej sekundzie zrozumiałam przesłanie James Matthew Barrie. Narzekałem, że nie mam butów, dopóki nie spotkałem człowieka, który nie miał stóp. Powtórzyłam to sobie i jeszcze dodałam: "Panie Boże, dziękuję, że mam nogi. Przepraszam, ze marudzę!"

W jednej sekundzie nie potrzebowałam, ani lodu, ani wygodnych butów, niczego!

Jakże często jesteśmy malkontentami, chcemy coś, czego nie mamy. Albo chcemy więcej i więcej... Samo posiadanie nie jest złe, jeżeli nas uszczęśliwia. Mnie pewne sytuacje w życiu nauczyły WYBORU.

Czy aby na pewno potrzebujemy kolejnej rzeczy? Czy jest to chwilowa zachcianka, która za 30 minut nie będzie miała większego znaczenia? Wybór wiąże się z dojrzałością. Ważna też jest intencja.

Jeżeli wsłuchamy się w swoje potrzeby, to zredukujemy nasz poziom stresu. Bądźmy odpowiedzialni za swoje myśli i uczucia. To, co jest najważniejsze w życiu, to nauka czytania znaków. Jakże często zadajemy sobie pytanie: "Panie Boże, dlaczego to właśnie mnie spotyka ta sytuacja?" Widocznie w tym momencie naszego życia potrzebujemy takie doświadczenia abyśmy mogli rozwijać się i wzrastać. Bóg wie, co robi. Jeżeli zaufamy Wyższej Opatrzności, to wszystko będzie dobrze - będziemy czuli się bezpieczni.

W życiu ważne jest abyśmy słuchali i USŁYSZELI oraz patrzyli i ZOBACZYLI.

Miłego Dnia!